Hyperbaria oraz wodór

Otworzyć puszkę Pandory – wywiad z Janem Pokrywką przeprowadziła Marta Gadomska.

Długowieczność

Teorie doktora Kenta Hovinda.

  • Życie na Ziemi za czasów Adama i Ewy
  • Potop przyczyną zmian życia na Ziemi
  • Hyperbaria
  • Korzyści płynące z przebywania w podwyższonym ciśnieniu
Doktorze, czy zainteresowanie długowiecznością pojawiło się u Pana z racji wykonywanego zawodu?
Także z tego powodu, ale jestem śmiertelnikiem, więc jak większość śmiertelników interesowała mnie również nieśmiertelność, a tak poważnie, to historia sięgająca okresu studiów i zaraz po studiach, choć wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje coś takiego, jak prawdziwa długowieczność. Rozwój technologii, przyspieszony obieg informacji, dostęp do Internetu, miały w tym swój znaczący udział. Dzięki temu dotarły do mnie wszystkie te wiadomości, które po połączeniu dały pełny i klarowny obraz prawdziwej długowieczności. Pewnego dnia, mój przyjaciel Tomasz Jandziś, przesłał mi link do filmu na YouTube. Zobaczyłem i wysłuchałem tam nauk dr Kenta Hovinda, duchownego baptysty, którego najwyższym autorytetem jest Biblia. Baptyści nie lubią ewolucjonizmu. Kwestionują i wyśmiewają teorię Darwina uważając ją za naiwną, fałszywą i szkodliwą. To jest ich punkt widzenia, który szanuję. Hovind naucza, iż cechy życia, które manifestują się obecnie, a więc choroby i przedwczesna śmierć w wieku, maksymalnie do 120 lat, wynikają z grzechu, który popełnili nasi przodkowie. W znaczeniu naukowym grzech oznacza błąd wynikający z niewiedzy, czyli ignorancji. Takie określenie grzechu jest także akceptowane przez większość współczesnych teologów.
Hovind oprócz swojego apostołowania, podał szereg niesamowicie istotnych faktów odnośnie życia na Ziemi, które niemal przeorały moje spojrzenie na biologię, medycynę i całą rzeczywistość. Wymowa ich jest wręcz porażająca i jawnie mija się z wieloma paradygmatami współczesnej nauki. Zainteresowanych odsyłam do YouTube hasło: teoria Hovinda. W swoich wykładach Hovind podejmuje próbę odtworzenia warunków, które panowały w Ogrodzie Eden oraz wyjaśnienia przyczyn długiego życia, nawet ponad 900 lat, praktycznie bez chorób, naszych patriarchów.
Słuchając uważnie starałem się oddzielić fakty naukowe od przekonań religijnych. Wierzę, że mi się to szczęśliwie udało.
Czy może nam Pan przedstawić w skrócie te fakty?
Hovind ma umysł naukowca i fizyka, był ponadto przez wiele lat nauczycielem w college. Zebrał mnóstwo elementów, z których zbudował obraz świata istniejącego tysiące lat temu, a także wskazał przyczyny istotnych zmian życia na Ziemi. Spostrzeżenia Hovinda rzucają całkiem inne światło na temat panujących obecnie warunków ekologicznych i ich wpływu na życie organizmów.
Według Hovinda okres prehistoryczny, w którym żyli nasi patriarchowie – Adam i jego potomstwo, aż do Noego, to Ogród Eden. Następnie miała miejsce kosmiczna katastrofa nazywana umownie potopem. To właśnie po niej zaistniały całkowicie odmienne warunki, przez które życie uległo dramatycznym zmianom i zaczęło wyglądać mniej więcej tak jak dzisiaj.
Co wg dr Hovinda stanie się później?
W wieku dwudziestym pierwszym, jak naucza w swoim filmie dr Hovind, nastanie nowa epoka i nowe warunki, takie jak w Ogrodzie Eden, ale tylko dla tych którzy się nawrócą, uwierzą i staną się baptystami, reszta, jak to zwykle w takich wizjach, idzie na potępienie. Myślę, że dla nas ta lepsza przyszłość oznacza właśnie prawdziwą długowieczność. Ci którzy w nią nie uwierzą, pozostaną po prostu w naszej obecnej epoce, w której długość życia wynosi maksymalnie 120 lat, w dodatku w cierpieniu i chorobach. Konwersja wyznania poprzez zostanie baptystą bynajmniej tu wcale nie pomoże.
Szanuję poglądy dr Hovinda, jednak wejście w nową epokę wyobrażam sobie zupełnie inaczej. Myślę, że jest możliwe dla każdego z nas poprzez praktyczne przezwyciężenie własnej ignorancji i niewiedzy, ale o tym i o szczegółach, później.
Jak wg Hovinda wyglądały warunki przed katastrofą?
Atmosfera, którą oddychali nasi patriarchowie była zdecydowanie inna. W jej składzie było 32% tlenu, odpowiednio mniej azotu, ale nieco więcej dwutlenku węgla. Można zbadać dziś banieczki gazu, które znajdują się w bursztynach i z analizy tych banieczek wynika, że tlenu było właśnie 32, a nie 21% jak jest obecnie. Hovind nie wspomina wprawdzie o wodorze, jednak według moich szacunków musiało go być od 1 do 3%. Bursztyn jest dla wodoru przenikliwy, dlatego nie znajdziemy go w tych banieczkach gazu. Skład dawnej atmosfery jest kluczem do zrozumienia wielu dalszych kwestii.
Czemu sprzyjały takie warunki życia?
Organizmy osiągały znacznie większe rozmiary od żyjących obecnie. Również długość życia była inna – ludzie i zwierzęta mogli żyć nawet kilkaset lat! Rośliny były od 10 do 20 razy większe niż te, które rosną dziś.
Czy mamy na to jakieś dowody?
Jest ich dużo, spójrzmy choćby na wykopaliska np. na paprocie znajdowane do dziś w węglu kamiennym. Miały one wysokość 10 do 15 m, natomiast te same paprocie spotykane dzisiaj mają zaledwie 1 do 1,5 m.
Czy na to wszystko wpływ miała tylko różnica zawartości gazów w atmosferze?
W teorii Hovinda wspomniane jest też, że ciśnienie atmosferyczne, które panowało w tamtym czasie było wyższe – od 1,5 do 2 atmosfer, czyli od 1500 do 2000 hPa. Pęcherzyki gazu znajdowane w bursztynach są właśnie pod ciśnieniem do 2 atmosfer. Skądinąd wiadomo, że u osób przebywających w podwyższonym ciśnieniu atmosferycznym – 2000 hPa – rany goją się zdecydowanie szybciej, z kolei zarost u mężczyzn odrasta wolniej, co oznacza, że regeneracja – czyli zdrowienie – jest nasilona i przyśpieszona, a proces starzenia spowalnia się.
Wspomina pan o tym, że ludzie żyli nawet kilkaset lat. Jak to można wytłumaczyć, w jakich źródłach szukać podparcia tej tezy?
Mówią o tym starożytne księgi, legendy i podania ludów ze wszystkich zakątków świata. Na przykład w Księdze Rodzaju jest napisane, że pierwsi ludzie, Adam i jego potomkowie żyli około 900 lat. Wielu innych żyło 600, 500 i 300 lat.
Co się takiego wydarzyło, że warunki życia uległy tak dużej zmianie, a człowiek dziś w najlepszym wypadku żyje do stu, góra stu dwudziestu lat?
Znany nam jest mit o puszce Pandory. Jedna z jego wersji mówi o tym, jak Pandora i Epimeteusz, sprzeniewierzając się zakazowi Zeusa, otworzyli puszkę, z której to wyszły jadowite pająki i węże, a za nimi zaczęła wyłaniać się przedziwna , mglista postać – przerażona Pandora zatrzasnęła wieko puszki zamykając na jej dnie Nadzieję. Wkrótce po tym na lądzie i na wodzie zaczęły pojawiać się choroby przynoszące śmierć ludziom i zagładę światu.
W Księdze Rodzaju czytamy o potopie. Kosmiczna katastrofa istnieje w świadomości ludów na wszystkich kontynentach. Według jednej z hipotez, w nasz glob uderzyła lodowa kometa. Trafiła ona w miejsce oddalone od równika, co spowodowało, że kąt osi obrotu Ziemi w stosunku do ekliptyki zmienił się o kilkadziesiąt stopni. Hovind twierdzi i przytacza na to przekonywające argumenty, że przed tą katastrofą kąt obrotu Ziemi w stosunku do ekliptyki był bliski 90 stopni. W związku z tym, klimat na równiku jak i w okolicach bieguna nie różnił się aż tak znacząco, jak dzisiaj. Uciekło wówczas z atmosfery sporo gazów, ich skład uległ znaczącej modyfikacji, a ogólne ciśnienie obniżyło się blisko o połowę. Przypuszczam, że właśnie wtedy, podczas tych katastrof, niemal całkiem zniknął z atmosfery wodór.
Czy istnienie dinozaurów i ich ogromne rozmiary można uznać za dowód na to, że atmosfera, która panowała przed katastrofą sprzyjała wielkości gatunków i długości ich życia?
Wszystko na to wskazuje. W tej materii teoria Hovinda dostarcza całkiem logicznego wytłumaczenia. Jest ono znacznie bardziej logiczne, od tego, co podają nam oficjalnie obowiązujące dziś teorie. Dzisiejsze gady, według Hovinda, to takie, małe i młodo umierające dinozaury, tyle, że kilkanaście lub nawet kilkaset razy mniejsze i młodsze. Wiemy skądinąd, że gady rosną stale, aż do śmierci. Jeżeli gad by nie umierał tak szybko jak umiera w dzisiejszych warunkach, to rósłby w nieskończoność i spokojnie osiągnąłby wzrost i rozmiary dinozaurów. Niestety dziś gady kończą życie znacznie młodsze i mniej wyrośnięte niż przed potopem.
Ponadto archeolodzy co i rusz wykopują kości ssaków, gatunków dziś żyjących, ale o rozmiarach dwu, trzy, czy nawet dziesięciokrotnie większych, niż obecnie. Muzea na całym świecie posiadają takie szczątki w swoich zbiorach. Zwierzęta te współcześni uczeni nazywają, używając swojej wyobraźni, zwierzętami okresu lodowcowego i mocno upierają się, że są to inne, niż żyjące dziś gatunki zwierząt, pomimo, iż poza rozmiarami nie różnią się one zgoła niczym. Doktor Kent Hovind sformułował śmiałe i obrazoburcze, jak na dzisiejsze czasy twierdzenie, że:
Od początku naszego świata, aż do dziś, gatunki nie zmieniły się, istotnie zmieniły się jedynie warunki ich życia, co spowodowało jedynie nieznaczące ich zmiany w kierunku skarlenia.
Wytłumaczenie tego może jednak okazać się bardzo proste, niezależnie od tego czy przyjmiemy paradygmat współczesnej nauki o zmienności gatunków, czy kwestionującą go teorię Hovinda. Wymaga ono jednak zakwestionowania zupełnie innego paradygmatu: o metabolicznej nieaktywności wodoru cząsteczkowego. Uważam, że cząsteczkowy wodór H2, jest czynnikiem bardzo aktywnie wpływającym na nasze życie, oraz na zdrowie. Efektem tego wpływu może być prawdziwa długowieczność.
W obecnej chwili nie mamy jeszcze bezpośrednich dowodów. Badania naukowe nad działaniem wodoru na żywe organizmy, trwają dopiero kilka lat. Uzyskane wyniki uzasadniają jednak przekonanie, że odpowiednio dawkowany wodór jest w stanie istotnie ograniczyć procesy starzenia się komórek i tkanek, związane z ich ciągłym niszczeniem przez wolne rodniki tlenowe. Jest to sytuacja podobna do braku objawów starzenia się u wysoko rozwiniętych joginów, odżywiających się wyłącznie energią praniczną.
Co ma według pana główny wpływ na dzisiejszą przedwczesną śmierć gadów?
Wodór powodował, że komórki i tkanki gadów jak i pozostałych organizmów były niemal nieśmiertelne. Podwyższone ciśnienie od 1,5 do 2 atmosfer oraz zwiększona zawartość tlenu powodowały właściwe ukrwienie i utlenowanie tkanek, a co za tym idzie, ogromny wzrost i znakomitą sprawność gadów.
Z chwilą zmiany atmosfery, droga tlenu z płuc do kończyn i oddalonych narządów została utrudniona, a to spowodowało większe i szybciej dostrzegalne zwyrodnienia i starzenie się tkanek. Gdy ciśnienie jest wyższe, sporo tlenu rozpuszcza się nawet w samym osoczu krwi, co ułatwia utlenowanie, czyli zaopatrzenie tkanek w tlen i składniki odżywcze. Liczba erytrocytów może być zatem mniejsza. Krew z większą łatwością może docierać do wszystkich, nawet najbardziej odległych tkanek. Tak też przed katastrofą, gadom, jak i pozostałym gatunkom, zdecydowanie żyło się łatwiej.
A jak to wpływało na ludzi? Czy oni również osiągali większy wzrost?
Na pewno w takich warunkach żyli dłużej, ale nie osiągali tak imponujących rozmiarów jak gady. Zróżnicowanie wielkości szkieletów ludzkich gigantów, wskazuje na możliwość spowolnienia procesu starzenia, w okresie rozwojowym. Te różnice mogą wskazywać, na stopniowy proces zmniejszania się stężenia wodoru na Ziemi. W ślad za tym zmniejszały się rozmiary organizmów. Ludzie rosną obecnie do około dwudziestego roku życia. Jeśli za Hovindem założymy, że długość życia w warunkach przedpotopowych w Ogrodzie Eden, wynosiła około 900 lat, to w porównaniu z obecnymi 120 latami najdłuższej przeżywalności, dawałoby to okres siedmiokrotnie dłuższy. Zatem dzieci w tamtych warunkach rosły by również 7 razy dłużej, a więc około 140 do 200 lat. Logiczne jest, że w 140 lat można urosnąć więcej niż przez 20 lat. Dr Kent Hovind wspomina o znalezionych (dziś już w ilości setek) szkieletach ludzi, którzy mieli wysokość około 3,5 m – prawdziwi giganci, niektórzy byli jeszcze znacznie wyżsi.

Od lewej:

  • 1,8 m – dorosły człowiek współczesny.
  • 4,5 m – szkielet człowieka znaleziony w późnych latach 50. w południowo-wschodniej Turcji, w dolinie Eufratu podczas budowy drogi. Wiele grobów takowych egzemplarzy odkryto właśnie tam.
  • 2,6 m – Maksymus Trak, cesarz rzymski w latach 235-238 A.D.
  • 2,7 m – Goliat, olbrzymi wojownik filistyński pochodzący z Gat, żyjący w XI wieku p.n.e. Postać biblijna, więc niekoniecznie prawdziwa.
  • 3,6 m – kolejna postać biblijna – Król Og. Według różnych przekazów – od 3,6 do 5,4 m. Prawdopodobnie fałszerstwo. Ale nie płaczmy, są więksi…
  • 5,9 m – ludzki szkielet znaleziony w 1577 roku pod dębowym drzewem w Canton w Lucernie.
  • 7,0 m – kolejny szkielet, odkryty mad rzeką Valence, we Francji.
  • 7,7 m – jeszcze jeden gigantyczny szkielet odkryty we Francji (w pobliżu zamku w Chaumont, w 1613 roku)
  • 11,0 m – niemal poza granicami wyobraźni ludzkiej – dwa niekompletne szkielety znalezione przez Kartagińczyków w latach 200-600 p.n.e. Niestety, najprawdopodobniej były to szkielety słoni, często mylone z ludzkimi ze względu na ogromne podobieństwo układu kości. Taylor
Dlaczego w publikacjach naukowych tak mało wspomina się o ludziach gigantach?
Hovind uważa, że te informacje są celowo utajniane, zamiatane pod dywan, gdyż nie pasują do teorii ewolucji i świata nauki. Rządzący i związani z nimi politycy nie lubią, gdy burzony jest dotychczasowy ład. Moim zdaniem wcale nie musimy widzieć szczątków gigantów ludzkich, gdy są one niedostępne. Człowiek myślący potrafi sobie ekstrapolować na człowieka obserwacje z innych gigantycznych ssaków, których szczątki już nie są tak skrzętnie usuwane, a jest ich bardzo wiele, nawet w różnych podrzędnych muzeach na świecie.
Z kart biblii wiemy, że Matuzalem żył najdłużej, 969 lat. Czy można zatem przyjąć, że osiągnął on zużycie ciała podobne do dożywających 120 lat, współcześnie nam żyjących ludzi?
Jeśli założymy, że rozwój cywilizacyjny wpływa korzystnie na długość życia, a nasi przodkowie żyli w warunkach prymitywnych, to nie wykorzystali maksymalnie swojego potencjału życiowego. Możliwe, że w tych dzisiejszych lepszych warunkach, mogliby osiągnąć wiek nawet tysiąc dwieście lat. Jeżeli powyższe twierdzenie byłoby prawdziwe, to należałoby do naszych prognoz odnośnie spowalniania starzenia się poprzez zmianę warunków egzystencji, wprowadzić korektę i uznać, że długość życia w warunkach podwyższonego ciśnienia atmosferycznego i większej zawartości wodoru, byłaby nie siedem, a nawet dziesięć razy dłuższa. Dziś bowiem maksymalna dożywalność wynosi około 120 lat, a wtedy była by 1200 lat. Jeśli natomiast założymy, że żyli oni w warunkach najbardziej sprzyjających, bez ujemnych skutków cywilizacji, to dziewięćset lat z okładem jest maksymalną granicą i wtedy wskaźnik przedłużenia życia w warunkach wodorowych wynosiłby siedem razy.
Wiemy, że wahania ciśnienia atmosferycznego mają odczuwalny wpływ na samopoczucie człowieka, czy jest wg doktora możliwe, że ciśnienie atmosferyczne w przyszłości będzie samo szło w górę i przez to będziemy się czuć lepiej?
Czy tak będzie, to wie tylko Stwórca. Ale nad poprawą warunków ciśnienia można zastanowić się w skali mikro, a nie globalnie, na to ludzkości nie stać. Skala mikro też da pozytywne dla nas rezultaty.
W jaki sposób można tego dokonać?
Technologia rozwinęła się na tyle, że mamy już skafandry dla kosmonautów, którzy mają ciśnienie wewnątrz w porównaniu z zewnętrzną próżnią o jedną atmosferę czyli 1000 hPa większą. Są również działające komory hiperbaryczne.
Podejrzewam, że koszt komory hiperbarycznej jest znaczący. Czy będzie nas stać na zapewnienie sobie takich komór we własnych domach?
Stworzenie pomieszczenia hiperbarycznego, w którym można byłoby przebywać kilka godzin na dobę, a nawet całą dobę, to jest kwota rzędu średniego nowego samochodu. Czyli w moim odczuciu, było by to dostępne dla około 30% społeczeństwa.
Czy takie podwyższone ciśnienie może w jakiś sposób stwarzać zagrożenie dla naszego zdrowia?
Wręcz przeciwnie, pod warunkiem umiejętnego obchodzenia się z hyperbarią. Wiadome jest, że pod wpływem ciśnienia reakcje biochemiczne zachodzą lepiej i szybciej, metabolizm zachodzi skuteczniej. Prawdopodobnie ciśnienie przed potopem, wynosiło 1500-2000 hPa. Z drugiej strony satysfakcjonująca jest to wiadomość, gdyż dowodzi, że nasz organizm jest tak wspaniale zbudowany, że może funkcjonować w różnych ciśnieniach atmosferycznych. Nawet w ekstremalnie niskich, np. w Lhasie, w stolicy Tybetu ciśnienie wynosi ok. 500 hPa, a mimo to ustrój mieszkańców, dobrze zaadoptował się do tamtejszych warunków. Nie można jednak pominąć istotnego faktu, że długość ich życia jest znacznie mniejsza, niż ta osiągana w warunkach 1000 hPa.
Jakie są dowody pozytywnie zdrowotnych skutków przebywania w atmosferze o podwyższonym ciśnieniu?
W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, lekarze francuscy opiekujący się oceanonautami mieszkającymi przez miesiąc w oceanicznej wiosce na Morzu Czerwonym, na głębokości 10 m, czyli pod ciśnieniem 2000 hPa podsumowali te zmiany krótko; rany goją się znacząco szybciej, a zarost u mężczyzn rośnie zdecydowanie wolniej. Tłumacząc to na zmiany zdrowotne należy powiedzieć, że zdrowienie zachodzi wtedy szybciej, a podziały komórkowe zachodzą wolniej, czyli człowiek wolniej się starzeje.
Czy przeciętny mieszkaniec Ziemi musiałby się sporo natrudzić by stworzyć sobie warunki hiperbaryczne?
Stworzenie hyperbarii dla ludzi w przyszłości, a nawet w teraźniejszości nie jest jakimś wielkim problemem technicznym, rozwiązania są znane i wypraktykowane. Niemniej nie na skalę masową. Mamy już dziś komory hyperbaryczne, a możemy mieć też auta, w których po zamknięciu drzwi, w czasie jazdy, moglibyśmy przebywać w atmosferze podwyższonego ciśnienia i popijać wodę nasyconą wodorem. Skafandry kosmiczne już istnieją. Będzie można także budować domy, oczywiście o odpowiednio wytrzymałych ścianach.
Przypuśćmy, że mam taką komorę z ciśnieniem 1500 hPa we własnym domu, a następnie chcę wyjść na zakupy, a tym samym zmieniam warunki ciśnieniowe. Czy te zmiany mogą negatywnie wpłynąć na organizm?
Atmosfera 1,5 bara nie jest niebezpieczna dla naszego organizmu nawet w sytuacji nagłego jej opuszczenia. Fachowcy od nurkowania stykają się z tym zjawiskiem stale i twierdzą, że takie wahania ciśnień nie są niebezpieczne i nie wymagają nawet czasu na dekompresję. Nagłemu powrotowi do ciśnienia atmosfery panującej obecnie, to znaczy 1000 hPa może towarzyszyć tylko chwilowe, nieprzyjemne dla organizmu zjawisko. Można to przyrównać do szoku jaki przechodzimy, wynurzając się z wody o głębokości 5 m. Wtedy trzeba przełknąć kilka razy ślinę, aby odetkały się bębenki w uszach.
Niebezpieczne może być nagłe opuszczenie pomieszczenia, w którym panuje ciśnienie powyżej 2000 hPa. W tym przypadku powinniśmy przeznaczyć krótki czas, od 3 do 10 minut, na tak zwaną dekompresję, czyli proces stopniowego zmniejszania ciśnienia. Chodzi o rozpuszczony azot w osoczu krwi.
Jak szybko pojawiają się korzyści z przebywania w zwiększonym ciśnieniu?
Nie szybko. W normalnych warunkach niedobór hemoglobiny utrudnia dostarczanie do tkanek tlenu. Zwiększając ciśnienie w dłuższym czasie, doprowadzamy do obniżenia się zawartość hemoglobiny, jak i ilości czerwonych ciałek krwi. Badania grupy osób, która przeżyła miesiąc 10 m pod wodą to potwierdziły. Wbrew pozorom, z biologicznego punktu widzenia, niski poziom hemoglobiny jest korzystny, gdyż krew staje się wówczas bardziej płynna, co znakomicie poprawia odżywianie tkanek. W warunkach hyperbarii, tlen w znaczącej ilości rozpuszcza się w samym osoczu, poprawiając utlenowanie. Procesy zmiany składu krwi zachodzą jednak powoli. Proszę nie łudzić się, że przebywając nawet codziennie, np. przez 3 godziny w komorze hyperbarycznej od razu nastąpi spadek hemoglobiny.
Wrócę do mojego przykładu z wyjściem na zakupy. Jak reaguje w takich sytuacjach nasza hemoglobina?
Zakładając, że ktoś żyje w mieszkaniu hiperbarycznym, w którym ciśnienie wynosi 1500 hPa, i na godzinę opuści je w naturalnie, dziś panujące warunki atmosferyczne, czyli 1000 hPa, to raczej nie zanotujemy podwyższenia hemoglobiny. Ale przebywając kilka, kilkanaście godzin poza takim mieszkaniem jego hemoglobina może powrócić do stanu z przed hyperbarii.
Z powyższego możemy wnosić, że w odległej, przedpotopowej przeszłości warunki atmosferyczne były znacząco korzystniejsze dla życia. Wpływały one zarówno na długość życia organizmów jak i na ich wielkość. Czy zapewniając sobie atmosferę z zawartością 32% tlenu będziemy żyć dłużej i lepiej?
Lepiej? zdecydowanie tak! Ale, gdy chodzi o pytanie dłużej? To jest jeszcze jeden istotny składnik takiej atmosfery – składnik kluczowy; jest nim postulowany przeze mnie wodór cząsteczkowy H2 w stężeniu 1 do 3% – nadzieja prawdziwej długowieczności, długowieczności powyżej osiągalnych dziś 120 lat.